Tęsknię za sadem. Głuchym odgłosem śliwek spadających na ziemię. Ciszą przedwieczorną. Za wzgórzami płonącymi czerwienią buczyny.
1947 rok. Młoda kobieta z córeczką musi w kilka godzin opuścić swój dom. Zabiera tylko kilka rzeczy i krowę. Niecałą dobę później inna kobieta, w zaawansowanej ciąży wprowadza się do takiej opuszczonej chyży. Patrzy na ikony na ścianach. Lśniące garnki. Dotyka pieca. Wciąż ciepły.
Czy mam prawo tu żyć?
To pytanie zadaje sobie Monika Babula, wnuczka Polki, która zajęła łemkowską chyżę. Mirek Bogoń jest z kolei wnukiem Łemkini, która została zmuszona zostawić swój widok za oknem i stąd wyjechać. Mijają lata. Wnuczka osadników i wnuk uchodźców spotykają się w Beskidzie Niskim i niemal od razu znajdują wspólny język. Artystyczny. Ona aktorka, on muzyk tworzą wspólnie kilka przedstawień. Wreszcie decydują się opowiedzieć historię, która łączy ich i dzieli jednocześnie najbardziej. Poruszają temat, którego lepiej nie ruszać. Zbierają metaforyczne kości, bo wierzą, że dopiero, gdy pochowają starą opowieść, będzie mogła się narodzić nowa.
Czy mam prawo tu żyć?
To pytanie zadaje sobie w spektaklu także kobieta, która zamyka w swoim życiu jeden etap, ale boi się rozpocząć następny. Głos serca zagłuszają zasady i oczekiwania, które dotąd wypełniała automatycznie, bez zastanowienia. Czy odważy się opowiedzieć swoją historię, zanim ta zostanie za nią przez innych opowiedziana?